IDYJOTKA! - TAK MÓJ DZIADEK MAWIAŁ. NA MNIE TEŻ. Z SILNIE ZAAKCENTOWANYM "JO". MIAŁ SPORO RACJI

20 paź 2006

Ukłuła się i płakała

Nienawidzi.
Ida wprost nienawidzi szyć.
Nawlekanie igły jeszcze wychodzi.
Ale potem... Potem zaczynają się schody.
Wpierw Ida choruje na brak koncepcji. To ważne:
jak uszyć. Trzeba mieć to w głowie. Tak. Poukładane.
Póżniej się zaczyna. Plątanie nitki. Ściąganie się materiału.
I te nierówne ściegi - igła prawie zawsze włazi nie tam, gdzie ma.
Nieskładnie. A już cerowanie jest najgorsze. Trzeba napleść
wiklinę świeżych, soczystych nici na poprzerywaną
pajęczynę. Trzeba poprzeplatać ostry koniuszek
między tą gęstwą. Równo, równiutko. Jeszcze
nigdy jej to dobrze nie wyszło. Tak.
Ida najwięcej klnie przy szyciu.

19 paź 2006

no no

Kiedy Ida słyszy "kochanie moje", rozkleja się jak pierogi robione przez jej mamę. A jednocześnie czuje takie mrowienie w okolicach uszu. I trochę - żuchwy.
To wszystko razem z pewnością powoduje ucisk mózgu. Ida nie wie, ale jej się wydaje, że to może być niezdrowe.


No cóż. Trudno. Zawsze żyła na krawędzi.

10 paź 2006

Śpiewando

Pararara. Pararara.

Śpiewanie w chórze polega na tym, żeby:
a. Nauczyć się (z grubsza) melodii swojego głosu.
b. Śpiewać tak, żeby móc - z przerażeniem - skonstatować: "o Boże, teraz to na pewno mnie słychać!"
c. Nauczyć się mieć tę konstatację w dupie.



Dojrzewanie Idy do śpiewania w chórze przypomina glonojada na szybie oblepionego zielenicami* akwarium. Niby stagnacja, ale kiedyś może będzie tu czyściej.

*) Uprasza się akwarystów, botaników i podobnych zboczeńców o niesprostowywanie ewentualnych przekłamań. To jest, proszę państwa, porównanie, to jest poezja, to jest liryka, to jest irracjonalne i metafizyczne, pocałujcie mnie w organizm.

3 paź 2006

Idyjotki odsłona pierwsza




To ja.





Tyle napisałam przez te parę godzin pomiędzy założeniem bloga (bo cóż robi polonistka zajęta do granic dnia podejmowaniem spodziewanych i niespodziewanych gości, korygowaniem nudnej książki, recenzowaniem uczniowskich wypracowań, załatwianiem bankowych kredytów, wypełnianiem dzienników i - last but not least - brodzeniem w emocjonalnych szlamach i mieliznach? Odpowiedź retoryczna, jako i pytanie)...
Więc: tyle napisałam pomiędzy założeniem bloga a przedpójściem spać. Że to ja.


A najpierw napisałam po francusku, tak, c'est moi napisałam, ale stwierdziwszy, że odsetek pretensjonalności w tym blogu i tak będzie zapewne z czasem zbliżał się do wartości uniemożliwiających u czytającego swobodne przełykanie - zaniechałam tak świetnego pomysłu z francusczyzną a konto równie oryginalnych ekscesów w przyszłości.