IDYJOTKA! - TAK MÓJ DZIADEK MAWIAŁ. NA MNIE TEŻ. Z SILNIE ZAAKCENTOWANYM "JO". MIAŁ SPORO RACJI

16 lut 2007

każdy ma taką adrenalinę, na jaką go stać

Po zejściu z lodu Ida ma miękkie kolana. I wrażenie, że wylazła na dwór bez butów.

Wyszła właśnie z realistycznej gry komputerowej.

Początek: utrzymać się na nogach.
Kolejnych piętnaście minut to piętnaście najlepszych minut: czas na udawaną finezję, z jaką Ida porusza się na lodzie, siłą rzeczy (a słabością wiadomych osób) jest to finezja chwiejna.
Po półgodzinie tempo wzrasta. Teraz należy skupić się na ochronie własnego tyłka. Oraz niezabiciu jak największej ilości ślizgonów. Najgorsze są dwie kategorie:
Pierwsza: małe dzieci, nieprzewidywalne, nieskoordynowane, nieświadome obowiązkowego kierunku jazdy, oczywiście bez kasków. Puszczone samopas jak bomby samosterujące.
Druga: "hokeiści". Na ogół niedorostki, wyrostki, przerostki i podobne organa jeżdżące stadami według zasady Jak Najszybciej i Niech To Oni Uważają.

Do domu wraca mocno przyćmiona, odruchowo wykonując dziwne wypady w bok tuż przed mijanymi przechodniami. Na pewno zaśnie dziś zaraz po bajce.