IDYJOTKA! - TAK MÓJ DZIADEK MAWIAŁ. NA MNIE TEŻ. Z SILNIE ZAAKCENTOWANYM "JO". MIAŁ SPORO RACJI

18 lut 2012

Ambitnie

NMSIE czyta jakieś bardzo branżowe dzieło i co chwilę każe mi sprawdzać w necie znaczenie różnych angielskich słówek.
Mocno mnie to dziwi, bo dotąd łykał te swoje wszystkie książki* bez wspomagaczy.
- Bo to jest wreszcie uczciwa książka - wykłada mi zachwycony NMSIE - napisana porządnym językiem, a nie jakaś dla głupków.


* w sumie waham się, czy mogę nazwać po prostu książką coś, z czego nie rozumiem ni w ząb ani zdania, no ale

8 lut 2012

Walentynki

Nasze mamy już za sobą. Zostały obejdzione na raty, 31 stycznia i 2 lutego. Nawet się ładnie złożyło, bo ten 31 stycznia to był Międzynarodowy Dzień Przytulania.

A było tak:
Zamówiłam NMSIE takie wypaśniejsze słuchawki na Allegro, słuchawki przyszły, rozpakowałam przy kurierze, coby stwierdzić, że to rzeczywiście one, a nie na przykład gorsecik dla pinczerka, stwierdziłam, zapakowałam, schowałam.

NMSIE wrócił z roboty, przyniósł mi przedłużkę do słuchawkowego kabla, która musiała wziąŚĆ wypaść z pudełka, i pyta:
- Znalazłem taki kabelek. Nie wiesz, co to jest?
- Eeee... (Wiem, kurde! Ale nie umiem wymyślić żadnego wiarygodnego kłamstwa na poczekaniu, gdyż mam uczciwość we krwi, a tak naprawdę to jestem dupa) No dobra, to jest twój prezent walentynkowy, jego fragment znaczy, zaraz dam ci ciąg dalszy. - NMSIE mnie przytulił czule, no bo mu w końcu nie wypadało inaczej. - Słuchawki ci kupiłam. Jejku, dobrze, że znalazłeś ten kabelek, bo jeszcze bym myślała, że go nie było i wystawiłabym negatywa sprzedawcy!
- Ale to przecież tylko przedłużka.
- Ta, przedłużka, ale ma kurde złocone końcówki.
- Aaaa... - Tu NMSIE przytulił mnie jeszcze czulej, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że mężczyźni to pieprzeni materialiści.

A kilka dni później dostałam perfumy, które były na mojej must-have-liście od 5 lat i bardzo cierpliwie na nie przez ten czas czekałam, a teraz NMSIE jest pogubiony, bo już nie wie, co może mi kupić na następną okazję, skoro najżelaźniejszy punkt mojej listy prezentowej właśnie się wypełnił, więc nie ma niczego w odwodzie.
Powiedziałam mu coś o garnku. Trudno. W końcu jestem tą kurą domową. Nawet jeśli pachnącą Kenzo.



9 sty 2012

O przewijaniu

21:30. Dzieć młodszy śpi. Od 16:00. Je i znów śpi.
- Nie kąpiemy jej dzisiaj?
- Nie.
- Ale muszę ją przewinąć, od ponad pięciu godzin jest nieprzewinięta.
- Ej! Nie ma takich długich kaset.

8 sty 2012

Prosto w... oczy

Odkąd urodziłam Róźkę, NMSIE zrobił się podejrzanie romantyczny.
- Ej, a co ty ostatnio taki całuśny jesteś?
- No chyba nie dlatego, że teraz masz takie wielkie cycki - odpowiedział tyleż usłużnie, co wymijająco.


16 gru 2011

Lenistwo stosowane


Właśnie sobie przypomniałam, że nie mam zadania z angielskiego, które muszę mieć zrobione na jutro rano.
- Łeee, chyba jakieś wypracowanie muszę napisać...
- Wypracowanie chcesz napisać w pół godziny?!
- A kto powiedział, że w pół godziny?
- No co, chcesz dłużej niż pół godziny nad zadaniem siedzieć?!

25 lis 2011

Męsko

Krążył ostatnio na FB taki tekst, że prawdziwy mężczyzna zna tylko trzy kolory: fajny, pedalski i chujowy.

Leżę dziś w pomrokach łóżka i oto, co udaje mi się dosłyszeć z przedpokoju od NMSIE zakładającego Lilce bluzeczkę:
"[...] nie, Lila, to nie będzie czerwony, to jest cyklamenowy, taka fuksja raczej."

29 paź 2011

O odżywianiu. I o końcówkach przy okazji.

Kotom skończyło się żarcie podstawowe (porządna weterynaryjna karma, d r o g a) więc dostały jakieś syfiate żarcie rezerwowe, na które rzuciły się jak NMSIE na wafelki, choć wcześniej nie chciały go tknąć.
- O, to poprzednie musiało im naprawdę nie smakować. A takie zdrowe było...
- Ja nie wiem, jak można swoją psychikę doprowadzić do takiego stanu, żeby twierdzić, że zdrowe żarcie jest smaczne. Lekarstwa zawsze były niedobre! - powiedział z pasją NMSIE, wcinając orkiszowego racucha. Ciii, nie wiedział, że orkiszowy. Wiedział, że słodki i smażony.

Dwudziesta pierwsza. Skończył nam się chleb, który upiekłam dwa dni temu, i nie mamy nic na jutro.
- O niee, znowu będę musiała piec...
- Nie będziesz. Można kupić. Wiesz, w dawnych czasach ludzie kupowali chleb w sklepie.











27 paź 2011

Przyczynek do

poprzedniego wpisu.

Zastanawiam się, co kupić Lili na drugie urodziny.

12:53:42 ida
jak się Twoi rodzice dołożą, to może potrzymać kasę i kupić jej na wiosnę laufrada? Zastanawiam się, czy teraz nie kupić, w końcu pogoda jest różna, dziś np. pięknie


...


co myślisz?



12:54:37 pio
ja jako zapalony kolarz pochwalam wszelkie rowery






12:55:18 pio
kupmy Lili rowerek, niech poczuje na własnej skórze, co to znaczy jeździć

1 paź 2011

Historia taka

Zawsze utyskiwałam na to, że nie umiem wymyślać fabuł. Co powiecie o tej?


Facet od dobrych kilku lat szuka jakiejś fajnej pracy, w której rozwijałby się bardziej niż w obecnej.
Chociaż wysyła odpowiedzi na różne ogłoszenia, na ogół nikt się do niego nie odzywa, a jeśli już - to nie przynosi to oczekiwanego skutku.
Pewnego dnia otrzymuje atrakcyjną ofertę pracy w miejscu swojego zamieszkania, odpowiada na nią, dosłownie za godzinę zostaje zaproszony na rozmowę i po niedługim czasie dowiaduje się, że go przyjmą.

Podpisuje w obecnej firmie wypowiedzenie.
Po weekendzie ma już zawrzeć umowę z nową i zacząć tam pracę.
Jedzie na badania wstępne, lekarz okulista zauważa pewnie umiarkowanie niepokojące objawy, w związku z którymi zaleca więcej ruchu.
Mężczyzna stwierdza, że to się świetnie składa, bo do nowej pracy zamierza dojeżdżać rowerem, więc ruch będzie miał zapewniony. Żegna się z lekarzem, odwozi do nowej firmy zaświadczenie o zdolności do pracy, po czym jedzie do swoich rodziców pożyczyć rower.
Od razu postanawia go wypróbować, na zakręcie przewraca się i łamie obie ręce, w ciągu tych kilku sekund czyniąc się niezdolnym do wykonywania różnych prostych czynności przez co najmniej miesiąc.

Happy end: nowa firma postanawia zawszeć z nim umowę mimo chwilowego kalectwa i wszelkich wskazań do długiego L-4, co świadczy o niej naprawdę dobrze.

Mniej happy end: historia nie jest zmyślona, a ten mężczyzna to NMSIE.

PS Zapomniałam o jeszcze jednym smaczku: w dzień po wypadku przyszło do nas pocztą wypasione pudło klocków LEGO Technic, zamówione sobie przez NMSIE w ramach prezentu urodzinowego. Tysiąc sto piętnaście rozkosznych malutkich elementów do składania.

23 wrz 2011

Ulepnie

Dostaliśmy paczkę 5 wafelków Prince Polo, NMSIE zjadł cztery pod rząd, a wieczorem buszuje po kuchni i ślini się w okolicy nadlodówkowej szafki, gdzie leżała MOJA czekolada (moja, bo po zakupach w Lidlu mi ją przywiózł "żebyś też miała coś słodkiego" - wnioskuję, że swoje coś słodkiego zeżarł już po drodze z).

- Czego szukasz? Chciałbyś zjeść tę czekoladę?
- Nnnie, przecież jest twoja.
- Ale nie krępuj się, jedz, tylko mi trochę zostaw. Chociaż nie rozumiem, jak ty po tych wafelkach nie jesteś jeszcze kompletnie zasłodzony.
- Nie jestem, ale mam ochotę na jakąś odmianę.

Ostatecznie zjadł kolejny wafelek, zapewne krępował się MOJOŚCI tej czekolady.

Czekoladą poprawił trochę później.

- Słuchaj, ja nie rozumiem, jak ty jesteś w stanie wchłonąć tyle słodyczy!
- No ale popatrz, jak ja wyglądam.
- Widzę, jak wyglądasz, i jeszcze bardziej nie rozumiem.
- Bo innym one się odkładają. I mają je odłożone, więc nie mają ochoty na więcej.
A mnie nie, dlatego muszę jeść jest stale.