IDYJOTKA! - TAK MÓJ DZIADEK MAWIAŁ. NA MNIE TEŻ. Z SILNIE ZAAKCENTOWANYM "JO". MIAŁ SPORO RACJI

9 mar 2010

Nie jest dobrze

Byłam u fryzjera, żeby ze swojej krótkiej fryzury zrobić sobie krótką fryzurę. Jak widać, całe prawo do przełomowych zmian w moim życiu zagarnęła Lila. Fryzjerzy muszą poczekać.

Mimo wszystko trochę inaczej jest. Nawet mi się podoba.

- Wiesz, jakoś tak młodziej wyglądam z tą nową fryzurą - mówię do NMSIE.

I co się w takim momencie odpowiada kobiecie?
Otóż odpowiada się tonem wypracowanie lekceważącym "e tam, młodziej, ty przecież zawsze wyglądasz młodo". Można też filuternie zagadnąć "to znaczy co? czujesz się, jakbyś znów miała dziewięć lat?"

Nie odpowiada się natomiast:
- Też mi się tak wydaje...

To jest wrong answer, drodzy panowie, i siadać, dwója - zwłaszcza w Dzień Kobiet.


A tak przy okazji - lata całe straciłam, poszukując dobrego fryzjera. Zawsze się bałam, że jak pójdę do jakiegoś pierwszego lepszego, to mi zrobi na głowie jesień średniowiecza i ucieknie do Australii. Przeszukiwałam fora internetowe, jakieś "białe listy fryzjerów", pytałam znajomych i nieznajomych i potem wydawałam kasę na różnych uznanych mistrzów nożyczek.
Najbardziej nacięłam się u Berendowicz&Kublin, kiedy za 75 zł (promocja!) obcięli mnie tak, że nie mogłam na siebie patrzeć i na następny dzień przyszłam, żeby mi z tym zrobili COKOLWIEK w ramach reklamacji.
A teraz?
Lilkę trzeba było nakarmić, więc się wybrało fryzjera najbliżej domu. Jakiś no name zakładzik koło "Żabki". Raz byłam u pani Ilonki, raz u pani Grażynki, cała przyjemność 24 złote, a fryzura ma sens i nawet, c.b.d.u., odmładza. Vivat drobna przedsiębiorczość. Vivat panie Ilonki. Vivat macierzyństwo.

6 komentarzy:

Mozz pisze...

O tak, te zakładziki przydomowe są super. Nigdy nie płacę więcej niż 25zł, nigdy nie odsyłają mnie z kwitkiem, nawet jak przychodzę w sobotę i to niezapisana!

A chłop jak to chłop, pewnie akurat myślał o czym innym ;)
Ja już od dawna tuż po powrocie od fryzjera nie słyszę żadnego komentarza, przywykłam i na wszelki wypadek się nie domagam ;) Czasem 2 dni później, jak mu się przypomni, usłyszę "nawet fajnie cię obcięła..."
hmmmm.....

Jolanta pisze...

A tak na serio, trudno znaleźć 'trafionego' fryzjera. Czasami trwa to całe lata. Ale jesień średniowiecza to raz czy dwa miałam na głowie po wizycie u fryzjera. :-D

Fio pisze...

Naciąć się u fryzjera. Bardzo ciekawie zabrzmiało ;-)

Idyjotka pisze...

Tak w ogóle, to jakby kto był zainteresowany, mam namiar na fryzjerkę z Katowic, która świetnie strzyże za 17 zeta.
Nie wiem, czy inne rzeczy też robi świetnie, bo postanowiłam, że nie zafarbuję włosów do czasu aż zacznę siwieć.

rudomi pisze...

nie ma reguły, cena nie równa się jakość. Pamiętam jak otworzyli pierwszy salon Jean Louis David i poszłam tam się ściąć. Po wizycie czułam się tak, jakby faktycznie nic innego mi nie pozostało jak się pociąć, ewentualnie włączyć 5 bieg w drodze do domu. Wyszłam z grzywką typu "alf"...

Beatta pisze...

Namiar do fryzjerki z Katowic byłby super, ale dodając koszty przelotu do tych 17 zeta raczej nie wyjdę na swoje...;) Wybrałam zakład przydomowy, tuz za rogiem, płacę Ł 8.40. W cenę wliczone konwersacje z angielskiego :)